Pokazywanie postów oznaczonych etykietą LOW COST. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą LOW COST. Pokaż wszystkie posty
Zima potrafi zmęczyć każdego, szczególnie podróżnika, który bez słońca i ciepłego morza wariuje. Mając koło dwustu złotych wolnych środków, szybko sprawdziłem aktualne promocje.
Miasto zakochanych? Niecałe sto złotych na osobę? Jedziemy! 
Szybkie planowanie, szybki koniec miesiąca - lądujemy w Treviso. 
Możliwości dojazdu z lotniska  Treviso do Wenecji jest masa. Można wybrać się do  Treviso ( koszt 1 euro),  i z miasta złapać tani transport do Wenecji, można też bezpośrednio z lotniska  Treviso wpakować się do autokaru który zawiezie nas bezpośrednio do Wenecji ( koszt 13 euro w 2 strony), można też złapać okazję prawie przy samym lotnisku.  Zawsze byłem zdania, że jeśli można dostać coś za darmo to po co za to samo płacić? Tak było i w tym wypadku. Stopa łapię się dość szybko i bezproblemowo. Ludzie są mili, niestety nie z każdym da się porozmawiać po angielsku. 

Chyba najlepsze miejsce na łapanie z lotniska Treviso
Wenecja jest bardzo pięknym oraz bardzo drogim miastem.  Drogie są bilety, woda, noclegi. W wielu artykułach o Wenecji, było napisane że najtańszą opcją na nocleg jest właśnie miasto Treviso. Tak jest lecz nie polecam. Codzienne dojazdy zmęczą najbardziej wytrwałego centusia, szczególnie że w autobusach bywa cholernie gorąco. Nocleg znalazłem przez portal Couchsurfing. Niestety idea Coutchsurfungu w Wenecji nie działa, ponieważ każdy ale to każdy będzie proponował nocleg za pieniądze. Pomimo tego będą to noclegi bardzo tanie i często w fajnych lokalizacjach. Dużo miejscowych osób korzysta z możliwości dodatkowego zarobku i w korzystnych cenach przyjmują do siebie turystów. 

Jedyna droga do miasta prowadzi przez wielki oraz bardzo długi most. Na zwiedzanie Wenecji nie potrzebna jest nie wiadomo ile czasu. Miasto jest dość proste a zarazem niewielkie.  Architektura oraz kultura mieszkańców zachwyca. 

Od naszego Kołcza za pieniądze :) dowiedzieliśmy się że najbardziej optymalnie będzie rozłożyć zwiedzanie "Perły Adriatyku" w 3 dni. W pierwszy dzień wybraliśmy się na zwiedzanie najważniejszych oraz najpopularniejszych miejsc w Wenecji. Po przekroczeniu mostu poruszać się można pieszo, gondolą lub tramwajem wodnym. 
Trasę zwiedzania naznaczają już sami turyści, którzy prawie jak mrówki, w jednej linii przemierzają starą Wenecję. Zachwyca tu wszystko, od architektury po mieszkańców którzy przemieszkają się swoimi prywatnymi łódkami po kanałach kończąc na czarnoskórych z próbkami torebek czy perfum. 
Wydaje się że wszystkie drogi prowadzą do najbardziej popularnego placu w całej Europie czy nawet na świecie - Placu św. Marka. Na nim właśnie znajdują się największe skarby architektury takie jak Pałac Dożów (Palazzo Ducale), Bazylika św. Marka (Basilica di San Marco), Dzwonnica (Campanile di San Marco). 




Godnym uwagi jest też most Ponte di Rialto.  Most Rialto jest najstarszym weneckim mostem nad kanałem Grande, które było i jest do tego momentu finansowym i handlowym centrum miasta. 

Dodatkową i bardzo ciekawą atrakcją jest też rejs po Canal Grande. W upalny dzień bardzo przyjemnie oraz szybko zwiedza się przemieszczając po wodze. W trakcie zobaczyć możemy przepiękne kościoły, pałace oraz najpiękniejsze domy.  Opcje są też różne: tańsza i droższa. Jedną z bardzo romantycznych i dodatkowo drogich możliwości jest wynajęcie gondoli. Koszt 100 euro, 2 osoby plus gondolier. Opcja tańsza to vaporetto czyli tramwaj wodny. Dużo turystów i dość szybkie pływanie. 

Co jest w Wenecji? Wszystko! Włoskie jedzenie jest prawdopodobnie jednym z najlepszych na świecie. Na ulicach kupić można świeże owoce, przekąski, pizze oraz wiele wiele innych. Niestety przez bardzo ograniczony fundusz nie było mi dane korzystać z uroków jednych z wielu restauracji Weneckich, więc ciężko mi sie wypowiadać, lecz za to "uliczne" jedzenie zasługuje na medal. 



Drugiego dnia, kierując się zaleceniom hosta, poszliśmy odkrywać boczne uliczki Wenecji.  






Jadąc do Wenecji nikt nie myśli by się opalać i spędzać czas na plaży- bo niby gdzie? A jednak! Trzeciego dnia wybraliśmy się na najładniejszą plażę Wenecji- Lido.  Miejscowi gdy chcą odpocząć nad morzem Adriatyckim jadą właśnie tam. Plaże nie zatłoczone, czyste oraz obsypane muszelkami. Na wyspę płynie się tramwajem wodnym ( dokładnie skąd nie pamiętam, trzeba pytać ludzi), koszt biletu na tramwaj to ok 2 euro ( bramki są tak szerokie że można przejść bez opłaty, w tramwaju nikt biletów nie sprawdza).






Wenecja nie bez przyczyny jest jednym z najciekawszych punktów dziedzictwa UNESCO.  Ciekawe zabytki, mosty, kanały, tego nie da się zapomnieć. Wielkim mitem jest też stwierdzenie że w Wenecji śmierdzi, w każdym razie nie cały czas. 








Miłego dnia! 
Mieszkam, pracuje i studiuje w Krakowie. Jest to chyba jedno z najbardziej turystycznych miast w Polsce. Dodatkowo pracuje w samym centrum, jako barman, więc co dzień mam styczność z obcokrajowcami. Dzięki temu gdy zaczynałem podróżować dało mi to pewien bagaż doświadczeń i pozwoliło wykształcić w sobie tzw szósty zmysł podróżnika.
Kilkukrotnie przez całkowity przypadek natykałem się na artykuły na temat osób oszukanych za granicą, ludzi którzy stracili dokumenty lub zostali okradzeni. Szczególnie pilnować się muszą osoby które podróżują w sposób nisko-kosztowy. W dzisiejszym poście chciałbym wam przedstawić moje doświadczenia z kraju i z zagranicy, podpowiedzieć na co trzeba zwrócić uwagę. 


W każdym regionie turystycznym, szczególnie w Polsce znajdziemy naciągaczy, oszustów albo złodziei. Kiedyś przeczytałem w Onecie, że turyści wypoczywający nad polskim morzem skarżą się że przegrywają w trzy kubki :D. 

  • Polowanie na pijanego - Kraków jako miasto turystyczne znane jest z taniego alkoholu, dobrych imprez i pięknych kobiet. Często jak wracam z pracy czy z imprezy widzę grupę nawalonych turystów z Anglii którzy przemieszczają się od jednego do drugiego baru. Takie osoby są narażone na utratę portfela oraz telefonu. Dodatkowo dochodzi zawyżanie rachunków lub/i wydawanie podrobionych banknotów. 
  • Piwo za 200 euro - Nie tylko w krajach dalekiego wschodu trzeba pytać się o cenę na początku. Scenariusz jak z filmu : idziesz samotnie po centrum miasta, przypadkowo zaczepia cię piękna nieznajoma i nawiązuje sie rozmowa, daje się zaprosić na drinka do fajnej knajpy którą ona uwielbia. Po kilku kolejkach i poproszeniu o rachunek prawie dostajesz zawału serca. Jeśli stawiasz opór możesz jeszcze dostać bęcki, zawsze kończy się to wizytą w bankomacie. 
  • Mafia taxi - Mafia taksówkarzy jest dosłownie w każdym państwie bez wyjątku. Niedziałające liczniki? Liczniki przyspieszone kilkukrotnie? Wydawanie reszty w fałszywych banknotach? To normalny dzień w większych turystycznych miastach.
  • Macie pecha, muzeum dziś jej zamknięte- W krajach bliskiego i dalekiego wschodu takie powiedzenie jest już klasykiem. Prawie zawsze przy świątyniach/muzeach itp stoją pseudo-przewodnicy którzy władając bardzo dobrze językiem angielskim wciskają kłamstwa typu "dziś jej zamknięte, pokażę wam inna ładniejszą świątynie" lub "nie macie po co stać, za duża kolejka i tak nie wejdziecie chyba że zapłacicie". Nie należy się tym przejmować, najlepiej nie wdawać się w dyskusje i odejść. 
  • Wstąp Pan na chwile- W niektórych krajach bardzo często jadąc taksówką lub tuk tukiem możemy po drodze zostać wywożeni po różnego rodzaju sklepach wujków, ciotek i kuzynów. W większości przypadków nie ma się czego obawiać, bo dzięki temu prawdopodobnie mamy dużo tańszy kurs, ponieważ nasz kierowca dostaje prowizje. Trzeba jedynie pamiętać że w takich sklepach produkty są ogólnie 300% droższe i dużo gorszej jakości. Czasami zdarzają się oszustwa typu "kup Pan brylancik a zarobisz Pan w swoim kraju 500%".
  • Uliczna wymiana walut - widząc co się dzieje w moim mieście nigdy nie zaryzykowałem w żadnym odwiedzanym kraju wymiany walut na ulicy lub w podejrzanych miejscach. Sieci bankomatów i banków są już tak rozwinięte, że nie opłaca się ryzykować minimalnie lepszego kursu wymieniając pieniądze na ulicy. 
  • Akcja bankomat- bardzo powszechną metodą płatności stały się plastikowe karty, teraz zwykły turysta nie nosi przy sobie całej gotówki lecz tylko drobne. Oszuści na to też znaleźli sposób! W pubach, restauracjach i klubach ktoś podgląda pin do karty, karta zostaje skradziona lub skopiowana, kilka chwil i już nie ma pieniędzy na koncie. Kolejnym bardzo popularnym incydentem jest kopiowanie karty na bankomacie. Na bankomat zostaje zamontowana nakładka, która kopiuje kartę i szczytuje pin. By się przed tym uchronić zalecam utworzenie subkonta w swoim banku. Na koncie z kartą warto trzymać niewielką ilość pieniędzy a na drugim subkoncie bez karty resztę oszczędności. Dzięki powszechnemu dostępowi do internetu zawsze możemy zrobić sobie przelew wewnętrzny gdy skończą się pieniądze.
  • Zniszczony sprzęt -   Jedna z najpopularniejszych przekrętów na turystach. Osoba która wynajmuje sprzęt po jej zwrocie jest oskarżona o uszkodzenia. Uszkodzenia mogą być stare ale właściciel zawsze będzie się upierał by wyrwać jak najwięcej pieniędzy. Czasem straszą też bronią. 
  • Daj łapówkę - Choć dla niektórych ludzi to nie pojęte, często zdarzają się przypadki wymuszeń mandatów, łapówek przez policjantów. W wielu miejscach na świecie za pobyt w areszcie też pobierają opłatę. 
  • Pokażę ci gdzie kupisz bilet -  Jeden z przekrętów na który napotkałem się w Indiach. Przy dworcach stoją naganiacze a nawet sami tubylcy, którzy widząc turystę od razu pytają się czego szuka i czy mu nie pomóc. Podczas gdy turysta chce kupić bilet, wskazują mu drogę do pośrednika u którego bilety są 4x droższe. Biura pośredników wyglądają jak zwykłe biura biletowe oraz gdy zapytasz się czy to oficjalne kasy biletowe każdy odpowiada że tylko w taki sposób można kupić bilet. 
  • Dragi i sex-biznes - Jakiś czas temu, gdy rozmawiałem ze znajomym podróżnikiem o niebezpieczeństwach w podróży powiedział mi że rozważna osoba nie szuka problemów tylko od nich stroni. Turyści bez znajomej osoby lokalnej, szukając używek lub seksu sami przyciągają do siebie problemy.  Osoby chcące kupić dragi na ulicy najczęściej zostaną oszukane ( w najlepszym przypadku syntetyk lub zmielony apap - więcej o tym leku tutaj), okradzione ( nie dostaną nic ) lub wpadną w pułapkę policyjną. Jeśli chodzi o burdele zalecam zostawienie wszystkiego w hotelu.
  • To specjalna cena dla ciebie, my friend! - Wiele osób przestrzega przed targami i innymi miejscami turystycznymi gdzie można kupić suweniry. Dla wyjaśnienia TO W ŻADNYM STOPNIU nie ma nic wspólnego z naciąganiem lub oszustwem. To naturalne że w centrum miasta gdzie przebywają, jedzą i bawią się turyści będzie drożej. Niektóre kultury wymagają targowania się przy kupnie. Gdy byłem w Maroku miejscowy wytłumaczył mi że gdy chcesz coś kupić musisz umówić się ze sprzedającym. Na przykład w krajach Arabskich nie wyceniają produktu, oni wyceniają kupującego. To nie wstyd zacząć się targować. 

Mapka przedstawiająca państwa o podwyższonym ryzyku oszustw. 





Tak jak moneta posiada dwie strony tak samo świat dzieli się na ten piękny jasny który chcemy zwiedzić oraz ten ciemny do którego wchodzić nikomu nie życzę. Fajnie jest być turystą lecz też trzeba trzymać się na baczności, nie nosić dużej ilości pieniędzy, pilnować swoich dokumentów i co najważniejsze ufać przeczuciom. 

Bezpiecznej podróży! 









Mając wolny weekend, współlokatora 25 letni samochód i kilka groszy w portfelu zdecydowaliśmy się odwiedzić Węgierskich bratanków. Wraz z Kasią zapakowaliśmy do 25 letniego Peugeota 105  dwójkę znajomych, bety na 3 dni, trochę jedzenia i wyruszyliśmy w drogę. Z Krakowa do Budapesztu jest ok. 400km lecz droga do łatwych i szybkich nie należy. Po przekroczeniu granicy ze Słowacją ma się uczucie że z tego państwa nie wyjedzie się nigdy. Autostrad brak, drogi ciasne lecz z małym natężeniem ruchu, wiele krętych odcinków przez lasy. Jako że nie należymy do osób które tracą czas zdecydowaliśmy się wyruszyć późnym wieczorem co przysporzyło nam dodatkowych przygód właśnie na Słowacji.  Pokonując kolejne kręte odcinki w środku lasu wyskoczył nam przed maskę wielki Łoś. I w tym przypadku mój Anioł Stróż zadziałał i nie doszło do tragedii. Jakimś dziwnym trafem łoś zatrzymał się na prawym pasie ciasnej ulicy a ja hamując dość ostro, z okrzykiem japie...le zatrzymałem się idealne obok wielkiego stworzenia. W samochodzie nastała przerażająca cisza ponieważ  nigdy wcześniej nikt z naszej grupy nie miał do czynienia z takim zwierzęciem szczególnie że stał idealnie  obok nas i też przerażonymi oczami zerkał nam w boczną szybę. Po chwili paraliżu odjechaliśmy w pośpiechu na najbliższy parking, wypaliłem 3 papierowsy pod rząd i ruszyliśmy w dalszą drogę.
Po przekroczeniu granicy Węgierskiej droga na Budapeszt jest ładna i prosta. Z granicy do stolicy jest ok. 100km.

Hostele i inne tego typu miejsca do przenocowania są dość tanie i ogólnie mieszczą się niedaleko centrum. Większość posiada parking oraz są w niedalekiej odległości do metra. Próbowaliśmy znaleźć  hosta z Couchsurfingu lecz niestety się nie udało. Nie wiem czy nie mieliśmy szczęścia do hosta z możliwością przenocowania 4 osób czy po prostu jest tam ciężko o taką osobę. Ceny hosteli są w granicach 10-25zł w zależności od standardu pokoju. My wybraliśmy pokój 4 osobowy (2 piętrowy), koszt 16zł od osoby. Jeśli chodzi o rezerwacje miejsc polecam kilka fajnych i przejrzystych stron z możliwością filtrowania ceny, jakości itp. * booking.com -możliwość rezerwacji bez karty kredytowej *hostelworld.com *hostelbookers.com *hrs.com


Budapeszt jest miastem dość dużym.  By sprawnie zwiedzać miasto musimy korzystać z metra i komunikacji miejskiej. Bilet jednorazowy kosztuje w granicach 300- 350 HUF więc najlepszą opcją jest kupienie biletu cało dniowego, koszt 1600 HUF  lub biletu turystycznego na 3 dni, koszt ok. 4000 HUF. My jako osoby ciągle kombinujące pierwszego dnia kupiliśmy 2 bilety całodzienne na 4 osoby i korzystaliśmy z nich cały wyjazd. W metrze kanary to rzadkość. Bardzo często przed wejściem do metra stoją dwie lub więcej osób. Nie zauważyłem by kontrolowali ludzi, macha się bilecikiem i idzie dalej, na niektórych stacjach prowadzą kontrolę osób wychodzących z metra lecz na to też jest sposób - po prostu trzeba pojechać dalej;). Inaczej sytuacja wygląda w tramwajach i autobusach, tam kontrolę biletową przeprowadzają panowie w mundurach którzy najczęściej wchodzą przednim wejściem.

Miasto przecina rzeka Dunaj która jest naturalną granicą miedzy zachodnią( Buda )  i wschodnią ( Peszt) częścią miasta. Najoptymalniej zacząć od zwiedzania Wzgórza Zamkowego. Polecam dostać się tam kolejką do której wsiada się na placu Clark Ádám tér ( nawet jeśli kolejka będzie duża polecam poczekać bo wejście na do zamku trochę zajmie i bardzo zmęczy ).  Gdy dostaliśmy się na na Wzgórze Zamkowe od razu skierowaliśmy się w stronę zamku gdzie można zrobić naprawdę imponujące zdjęcia. Trzeba zobaczyć  Zach. plac z pomnikiem Csikosa, Fontannę Macieja, Dziedziniec Lwów, Południowe mury obronne zamku, Wschodnie tarasy gdzie zobaczymy najładniejszy widok na panoramę Pesztu.



Dalsza droga kieruje nas w stronę starego miasta gdzie po drodze możemy zobaczyć kościół Macieja oraz baszty rybackie oraz siedzibę prezydenta Węgier. Polecam zatrzymać się na Basztach i wypić piwo oraz rozkoszować się widokami. Dla amatorów fotografii polecam też wybrać się  tam wieczorem chociażby dla samego parlamentu.




Po Wzgórzu Zamkowym zdecydowaliśmy się coś zjeść na mieście by mieć siłę na nocne zwiedzanie imprezowej części miasta. 
Jaka jest węgierska kuchnia?? Ostra! Coś idealnego dla mnie. Jako że jestem osobą która bardzo lubi każdy rodzaj ostrości w daniu zakochałem się w węgierskich potrawach. Do prawie każdej potrawy dodawane są czerwone papryczki chilli które są do kupienia na każdym roku. Taki sznur papryk jest też idealny na prezent, koszt to ok 10zł w zależności od miejsca gdzie je kupimy. 
Będąc w Budapeszcie nie wyobrażalne jest nie spróbowanie ich tradycyjnego gulaszu z kluskami. Godna polecenia jest też zupa gulaszowa oraz faszerowana papryka a wszystko popijane tradycyjnym winem Tokaj lub piwem. 





Drugi dzień zwiedzania zaczęliśmy dość późno ze względu na to że nocne życie porwało nas dość mocno. Po ogarnięciu się co było dość wielkim wyzwaniem wyszliśmy z hostelu kierując się w stronę mostu Małgorzaty. Pierwszym punktem zwiedzania była Wyspa św. Małgorzaty. Miejsce idealne na spacery, w każdych przewodnikach opisywane jako najpiękniejsze w całym Budapeszcie. Drugim punktem na mapie był Plac Bohaterów. Dla Węgrów ten plac ma duże znaczenie ponieważ Pomnik Tysiąclecia został wzniesiony z okazji tysięcznej rocznicy powstania państwa, przy okazji robi wrażenie.  

Za pomnikiem rozciąga się park. Gdy pytaliśmy się przechodniów jak ten park się nazywa odpowiadali że nijak, to zwykły miejski park. Bardzo fajne miejsce, dużo zieleni, ptaki, ławeczki i piwo. Tak właśnie piwo. W większości krajów które odwiedziłem nie ma zakazu spożywania alkoholu w miejscach publicznych, tym bardziej ten zakaz nie obowiązuje na Węgrzech!! Jako że nie chcieliśmy mieć problemów, a pić się chciało, zapytaliśmy przechodzącego policjanta czy można pic. Pan policjant popatrzył na mnie ze wzrokiem mówiącym -Gościu gdzieś ty się uchował!? Odpowiedział czemu niby nie i sobie poszedł. Park bardzo przypadł nam do gusty i to nie ze wzglęgu że można legalnie pić na świeżym powietrzu ale dla tego że był przepiękny. Znajdowało się w nim staromodne wesołe miasteczko, jezioro w którym można popływać łódką a zimną podobno pojeździć na łyżwach. Gdyby tego było mało na terenie parku znajduje się bardzo fajny nie za duży zamek.  Zamek Vajdahunyadvar z 19 wieku jest też bardzo ważnym punktem na mapie dla osób lubiących popstrykać ładne zdjęcia. 

Chcących zobaczyć więcej zdjęć zapraszam do galerii ;) 







Kilka lat temu zdałem sobie sprawę co jest dla mnie najważniejsze, zrobiłem ten pierwszy krok i zacząłem podróżować. Nie myślałem nawet wtedy o czytaniu żadnych poradników czy kupowaniu książek podróżniczych ( prócz Cejrowskiego ), dlatego ze wszystkimi problemami natury „ co” lub „ jak” musiałem zmagać się sam lub podpatrywać u osób napotkanych w trasie. 
Kilka dni temu świeżo poznana osoba z którą piłem trunki wysoko procentowe z Krakowskiej Pijalni wódki natchnęła mnie na nowy wpis na blogu. Zapytała się po prostu co na początku mojej przygody z poznawaniem świata sprawiało największą trudność - nie odpowiedziałem. Po kilku kieliszkach i i kontynuowaniu rozmowy uświadomiłem sobie że WIEM!! TO BYŁ BAGAŻ!! 
Mój sposób podróży jest dość specyficzny- bardzo sporadycznie korzystam z płatnych miejsc do spania, przemieszczam się autostopem ( w niektórych krajach się nie da a od większego bagażu pobierana jest dodatkowa opłata ), z plecakiem zwiedzam i docieram do punktów docelowych. W tego typu podróżowaniu najgorsze jest gry plecak przeszkadza/jest niewygodny a co gorsza jest za duży. Prócz tego by zastanowić się co zabrać i dopasować to do przyszłej podróży tak samo ważne jest jak to spakować!!

JAKI BAGAŻ ZABRAĆ I CO SPAKOWAĆ




  • Sprecyzować wyjazd - Na jak długo wybierasz się na wycieczkę? Jaka pogoda będzie na miejscu? Co zamierzasz robić i jak się przemieszczać? Zadając sobie te pytania dowiesz się jaki rozmiar plecaka zabrać ze sobą. Krótkie wyjazdy- mały plecaczek, długie - trochę większy ;). Pamiętaj że plecak powinien być wygodny!!

***** po wyborze plecaka/walizki sprawdź ograniczenia jakie nakłada przewoźnik na twój bagaż!!

  • Rzeczy najważniejsze- często zdarzało mi się zapomnieć pasty, szczoteczki, ręcznika lub kremu do opalania. Najlepszą opcją jest robienie sobie listy tydzień przed wyjazdem. Wtedy nie zapomnisz niczego co jest niezbędne. 





  • Ile i jakie ubrania pakować- Ubrania należy pakować adekwatnie do pogody oraz klimatu miejsca do którego jedziemy. Ile rzeczy? Jak najmniej. Wszystkie ubrania da się uprać na miejscu w rękach a jeśli coś się podrze lub popsuje wszędzie kupisz nowe i to z reguły dużo taniej niż w Polsce- a pamiątka jest. 


    • Dodatkowe urządzenia elektryczne - takie jak żelazko , czajnik, prostownica są Ci całkowicie zbędne i niepotrzebne. Po pierwsze zajmują strasznie dużo miejsca, po drugie jeśli jedziesz do hotelu, hostelu, CSa czy znajomego najprawdopodobniej te urządzenia posiada a jeśli jedziesz z zamysłem spania na dziko i tak je nigdzie nie podłączysz. 


      • Gadżety i dodatki- Kamery, aparaty, powerbanki, databanki, mapy ( polecam offline w telefonie). Można się bez nich obejść ale dla mnie są bardzo przydatne i zawsze znajdę wolne miejsce na takie sprzęty w moim plecaku. 



        MAMY JUŻ WSZYSTKO. JAK TO TERAZ SPAKOWAĆ


        Na wyprawy używam plecaków a nie walizek. Są dla mnie wygodniejsze jeśli chodzi o przemieszczanie się w obcym kraju. Jednak kupno drogiego plecaka nie gwarantuje Ci wygody i komfortu, trzeba jeszcze umieć go spakować. Najważniejsze odpowiednio i równomiernie rozłożyć ciężar w plecaku. Wszystkie rzeczy powinny być ułożone ciasno ( bez dodatkowych wolnych przestrzeni między sobą).

        Należy pamiętać o kolejności pakowania plecaka:
        1. Na dnie powinniśmy pakować rzeczy lekkie lecz objętościowo duże np kurtki, śpiwory, koce.
        2. Miejsce na zapasową odzież. 
        3. W tej części znajduje się środek ciężkości plecaka. Jest to idealne miejsce na najcięższe rzeczy.
        4. W górną część najlepiej pakować rzeczy często używane by dostęp nie był utrudniony. 
        5. Do bocznych kieszeni pakujemy drobiazgi, kable, przybory.



          Dopasowanie plecaka jest też bardzo ważna.Za każdym załadowaniem oraz zmianą grubości odzieży powinno się zmieniać dopasowanie regulując szelki. Nigdy nie robi się tego na pustym plecaku bo to po prostu nie ma sensu. 







          Każdy kiedyś bardzo potrzebował pieniędzy, szczególnie student w czasie wakacji. Pewnego lata wpadło mi do głowy by wybrać się za granice do pracy. Gdzie? Oczywiście Holandia! Dużo polaków, kilku znajomych było i sobie chwalą, do tego Kofiki (tzw Coffeeshopy) i Smarty ( smartshopy). Do pracy nie jest trudno się tam dostać.  Koło 2 dni szukałem ofert, przeglądałem fora i opinie. Wybrałem polskie biuro z siedzibą gdzieś na Śląsku. Wymóg był by przyjechać do biura osobiście, przygotować komplet dokumentów i zaliczkę na transport busem w jedną stronę. Jako że byłem tak bardzo zmotywowany wybrałem się tam z moją dziewczyną i jej koleżanką następnego dnia, pociąg w nocy więc jesteśmy na miejscu z samego rana. Na miejscu dowiedzieliśmy się że obowiązuje stawka wiekowa ( czym młodsza dusza tym mniej euro na konto spływa za tą samą prace) i 3 dni oczekiwania do wyjazdu do kraju pięknych tulipanów. Ja jako osoba która żadnej pracy się nie boi zdecydowałem się od razu... jak się później okazało sam. 
          Jak sie spakować do pracy za granicą? Dość prosto. Jak najmniej ubrań, 2 pary ubrań roboczych, buty robocze z utwardzanym czubkiem, kartę bankomatową w walucie euro ( da się wyrobić w większości banków) iii tyle jedzenia ile jesteś w stanie unieść.  Jeśli pracujesz za granicą kupisz wszystko czego potrzebujesz, od ubrań po kosmetyki, wszystko jest tańsze i wybór jest dużo większy ale jednego ciężko kupić- jedzenia z Polski. Chleb kupisz na miejscu tylko tostowy, wędlina pocięta i pakowana, wszystko inaczej smakuje. Oczywiście w Holandii są Polskie sklepy tylko są stosunkowo droższe i czasem trochę oddalone. Wylądowałem w Holandii, busiarz podwiózł mnie pod sam domek gdzie od razu zostałem przywitany... wiadrem.  Różne historie krążą o warunkach w jakim mieszkają Polacy w Holandii i w większości przypadków jest to racja. Ja trafiłem do fajnego domku w miejscowości Harderwijk, dość dużego, osób mieszkających było 9. 

































          Praca za granicą łatwa nie jest. Każdego obcego traktują inaczej niż swoich, przydzielają do najcięższej/ najgorszej pracy. W Holandii bardzo popularny jest system "potrzebujesz pracownika? Zadzwon!", czyli jeśli Pan Mietek potrzebuje osób do plewienia pola dzwoni, jeśli firma spedycyjna poszukuje osób do pakowania tira na nagłe zamówienie dzwoni. Kila czołowych firm oferuje na terenie całej Holandii pracę w każdej dziedzinie najczęściej osób ze schodu, i właśnie ja do takiej trafiłem ja. Na początku skacze się z pracy do pracy w poszukiwaniu czegoś stałego, czasami trafiało się na firmę która potrzebowała pracowników na dłuższy okres lub po prostu zauważyły fajnego pracownika który mógłby się przydać. Pracowałem w różnych miejscach, sadziłem sadzonki w dziwnym traktorze, odchwaszczałem pola, zbierałem czosnek, pakowałem tiry aż trafiłem do w miarę stałego miejsca pracy. Firma zajmowała się sprzedażą mleka w proszku. Praca dość fajna i przyjemna, wstawałem o 6, szybkie śniadanie i buch w samochód do roboty ( większość osób z prawem jazdy dostawało samochód by dojeżdżać do pracy). 60 km do pracy robiłem dość szybko bo w niecałe 20 min. Po dotarciu do fabryki szybko się przebierałem i wchodziłem na mieszalnik gdzie wózkiem widłowym podawali mi palety mleka w proszku ( pochodzenia Polskiego ). Po rozpakowaniu palety wszystkie worki rozcinałem i wrzucałem do mieszalnika który w końcowym etapie pakował mleko w worki z oznaczeniem Made in Nederland. 
          Po pracy lub w czasie wolnym Polaczki się nudzą. W większości albo grało się na xboxie albo paliło packi, piło browary, grało się w karty przy tv. Jako że mnie zawsze nosi podczas czasu wolnego wybraliśmy się z grupą osób z domu do Amsterdamu na 1 calutki dzień. 

          Gdzie najlepiej zaparkować samochód?? Najwięcej bezpłatnych parkingów jest przy dworcach kolejowych od których dojeżdżają też tramwaje w kierunku centrum miasta. 
          Każdy postrzega Amsterdam jako miasto rozpusty i słusznie. W ciągu dnia można spotkać wiele osób proponujących Ci przeróżne dragi, oprowadzanie po wszystkich kofikach w mieście. Co należy zwiedzić będąc w Amsterdamie chociaż na chwile? Oczywiście że Coffee Shop!! Magiczne miejsca gdzie można kupić palenie różnego rodzaju, różnej mocy i odmiany, zasiąść sobie spokojnie przy napoju lub zagrać coś i zapalić packa ze znajomymi. 


          Miasto do małych nie należy ale najprzyjemniej zwiedza się je pieszo lub co lepsze na rowerze. Miasto posiada bardzo piękną architekturę którą przedzielają kanały, mnogość dróg rowerowych doprowadzą rowerzystę w każde miejsce w Holandii.
          Do zwiedzania polecam : 
          - muzeum seksu
          -muzeum  marihuany
          -spacer po dzielnicy czerwonych latarni 
          - rejs kanałami 
          -gabinet figur woskowych Madame Tussaud 
          - Bazar kwiatowy - obok jest dobry Smartshop :)  
          -Muzeum Heinekena - 15e


          Amsterdam posiada swój  niepowtarzalny urok który będę polecał wszystkim. Przy każdej przesiadce w Amsterdamie wybieram się na miasto poczuć ten niepowtarzalny klimat pijąc piwo na Red Light District.



          Więcej zdjęć znajdziecie w Galerii ( rozwijane menu po lewej stronie)







          Bardzo istotna (szczególnie dla mnie) jest historia jak to sie wszystko zaczęło. Pięć lat temu moja jak sie okazało przyszła dziewczyna zaproponowała mi spontaniczny wyjazd do Paryża.  Miał być to wyjazd niskobudżetowy i to dość dosłownie. Nigdy wcześniej nie miałem styczności z kupowaniem biletu a co lepsze nie zdawałem sobie sprawy że bilet na samolot można kupić taniej niż bilet międzymiastowy. I poszło, wszystko trwało nie dłużej niż 5 minut. Wejście na stronę ryanair, wybieranie destynacji, dane z karty, szybkie nerwowe sprawdzenie i cyk, z konta poleciało 5 euro i bilet wylądował na moim mailu. Jako że nie pierwszy raz jechałem za granice nie przejmowałem się zbytnio. Kilka godzin przed wyjściem z domu spakowałem kilka koszulek, bluzę, skarpety, ręcznik, płyny do kąpieli i dezodorant, do tego dopakowałem do pełna konserw i różnego rodzaju jedzenia by nie zginąć z głodu.
          Lot trwał koło 2 godzin, bez problemu wylądowaliśmy. Lotnisko Paryż-Beauvais robiło na mnie ogromne wrażenie... negatywne. Jako że za granicą bywałem czasem... na wakacjach z rodziną, wiedziałem czym to sie je ale nie sądziłem że w stolicy Francji lotnisko może wyglądać jak barak. Teraz dużo się zmieniło i ma to lotnisko mniej więcej ręce i nogi ale wtedy był to wielki szok. 
          Koszt autobusu do centrum Paryża 15e ( obecnie 17), autobusy ładnie oznakowane, zaparkowane niedaleko terminala T1. Trochę nie po drodze nam było z takimi wygodami jak transport autobusem do centrum ponieważ każdy z nas miał przy sobie nie więcej niż ok 10 euro na kilka dni. Nie mając wyboru musieliśmy jechać autostopem. Dużo szukałem przed wylotem o stopie z Beauvais do Paryża ale niestety albo ludzie nie chcą się chwalić albo byliśmy pierwszymi osobami które chcą się na to porwać. 
          Lotnisko Paryż-Beauvais oddalone jest od centrum na ok 90 km. Jako że nigdy nie chciałem się gubić zawsze w telefonie miałem mapy offline z lokalizacją, dość pomocna opcja przy łapaniu stopa i poruszaniu się po mieście.
          Sprawdzone i chyba najlepsze miejsce na łapanie stopa. Nigdy nie stałem tam dłużej niz 10 min nawet w nocy ;)


          Doszliśmy na najbliższy wylot, podzieliliśmy sie na 2 grupy, wystawiliśmy kciuki i łapiemy. Po niecałych 10 minutach zatrzymał się bardzo miły Francuz koło czterdziestki, który nie umiał a nawet nie próbował rozmawiać po angielsku. Po około 40 minutach jazdy wieża Eiffla zaczęła się pojawiać a  gdy rosła na horyzoncie proporcjonalnie wzrastała euforia. Miły pan Francuz wysadził nas przy stacji metra ( z tego zachwytu juz nawet nie pamiętam jakiej), życzył miłej wycieczki i odjechał w swoją stronę. 





          Dostaliśmy się na najbrzydszą stacje metra w całym Paryżu. Brudno, smród, wyłamane bramki do metra a niektóre nie działające. W tych okolicznościach spotkaliśmy faceta który siłował się z bramką która wcięła mu jego bilet. Gość dość wysoki, ciemnoskóry zapytał nas coś po francusku a później po angielsku czy nie wiemy co tu sie dzieje, jak to naprawić? Po chwilowej gadce, opowiadaniu że my nie tutejsi, że nawet nie wiemy jak bilety w automacie kupić, pomógł nam ogarnąć wszystko i za moment siedzieliśmy juz z nim w metrze. 

          Jak poruszać sie po metrze? Do dość proste. Przy każdym wejściu są wielkie mapki, do tego w informacji, obok miejsca gdzie można kopic bilet dostaje sie darmową mapkę metra. Linie klarownie są wyrysowane. Wszystkie główne monumenty ładnie wkomponowane w mapkę więc po prostu nie da sie tam zgubić. 

          Pierwsze miejsce do którego pojechaliśmy? Oczywiście wieża Eiffla! Jadąc metrem musieliśmy się kilka razy przesiadać do innej linii a że z euro krucho było musieliśmy coś pokombinować.  Zauważyłem że murzyni w mniej używanych liniach po prostu przeskakują przez bramki, a co sprytniejsi Francuzi wchodzą na drugiego. Nic prostszego - gdy ktoś z przodu przechodził przez bramki z biletem, bramki się otwierały na kilka sekund wtedy podchodziło się bardzo blisko osoby z przodu i szybko przechodziło wraz z nim na jednym bilecie. A co z kanarami ktoś mnie kiedyś zapytał. Ich praktycznie nie ma, z reguły to grupy mężczyzn w mundurach lub z opaskami na ramieniu więc łatwo ich zauważyć i szybko wyjść z metra lub po prostu przesiąść się do drugiego wagonu. Gdy dojechaliśmy na miejsce szybko udaliśmy się do sklepu po tanie wina które do samego rana przy rozmowach i widoku na wieże złomiarzy towarzyszyły nam do ostatniej kropli ;)




          Z samego rana ruszyliśmy w stronę pałacu królewskiego czyli Luwru. Muzeum jest ogromne, pełne dzieł sztuki o których nawet nie miałem pojęcia więc osobą zwiedzającym polecam wcześniej zaopatrzyć się w wodę. Wejście do muzeum jest w jednej z największych szklanych piramid. Oczywiście każdy musi wystać się w kolejce do rentgena takiego jak na lotnisku sprawdzającego bagaż. We Francji w większości miejsc kulturowych trzeba pozwolić przeskanować swój bagaż i siebie ze względów bezpieczeństwa. Wstęp do Luwru dla studentów bezpłatny, dostaje się bilecik z wydrukowanym 0 euro i wchodzi się dalej. 





          W Paryżu strasznie szybko ucieka czas, po wizycie w muzeum postanowiliśmy odwiedzić wieże złomiarzy po raz kolejny tylko że już od "środka". Wstęp na wieże Eiffla kosztowało nas koło 7 euro ( obecnie koło 8/13 na 1 piętro i 17/19 na szczyt ) za możliwość wejścia pieszo na pierwsze piętro. Pod samą wieżą jak i w każdych ważnych dla turystów miejscach jest pełno murzynów sprzedających pamiątki jak i carabinieri. Standardowo przed wejściem na wieże trzeba dać się prześwietlić i gdy nie ma się nic co można było by zrzucić na dół z wysokości i kogoś zabić można iść dalej. Co ciekawe my mieliśmy... kilka win ;). Z bólem serca zostawiałem pełne butle wina gdzieś z boku koło krzaków z minimalną nadzieją że może je nikt nam nie ukradnie. Podczas pobytu na wieży Eiffla zaskoczyły mnie 3 sprawy. Pierwsza to jakim cudem takiego kolosa można było zbudować 1887 roku w tylko 2 lata? Druga to widoki na Paryż które były osiem razy lepsze niż sobie wyobrażałem( i to tylko z pierwszego piętra). A trzecia to że nikt nam wina nie podprowadził ;). 





          Zbliżał się wieczór a my kierowaliśmy się w stronę pól Elizejskich les champs Élysées. Wtedy odezwała się mroczna strona wyjazdu czyli low cost trip. Jako że był nasz pierwszy wyjazd i do tego dość spontaniczny i praktycznie niezaplanowany, nie mieliśmy noclegu a nawet pieniędzy na niego. podróżowałem trochę ze znajomymi po Polsce, w różnych warunkach się spało i gleba mi nie straszna, nie inaczej myślałem będąc w Paryżu. Pierwsze co wpadło do głowy to klatka schodowa. Trzeba wbić się do jakiejś klatki na samą górę, tam rozłożyć się nie rzucając się w oczy i tak się przetrwa do rana-  zaproponowałem. Na nasze nieszczęście  Francja to nie Polska i tam wszystko jest tak jak ma być albo mieli już do czynienia z takimi cwaniaczkami jak my. Wszystkie kamienice szczelnie pozamykane, wszędzie albo na odcisk palca albo na kod, nawet jak juz raz wszedłem niepostrzeżenie za jakimiś osobami które wychodziły przywitałem się z drugą parą drzwi która oczywiście była zamknięta. Krążąc dość długo po Paryżu już późną nocą poznaliśmy całkiem sympatycznego faceta, który przedstawił się jako artysta i zaprosił nas do swojej galerii w której tworzył i czasem przychodził wyspać sie po imprezie. Na miejscu ugościł nas winem ( chyba dość drogim tak mi sie wydaje) i pozwolił odpocząć na kanapie. Dość wcześnie rano obudziliśmy sie wszyscy przez jedną dziewczynę z którą podróżowaliśmy Magdę. Okazało się że po całonocnej gadce o dupie i o słupie z czarującym Francuzem on zaczął się do Madzi dość mocno przystawiać. Alarm, zwijamy się wszyscy, raz raz, wypieprzamy. Nawet nie wiem nawet czy podziękowaliśmy za nocleg ale pamiętam jedynie dość chaotyczne tłumaczenie że to taki francuski żart. Witając nowy dzień udaliśmy się na spotkanie z dzwonnikiem z Notre Dame. 




          Po zwiedzaniu katedry zaczęliśmy się zastanawiać jak my w sumie ku..a wrócimy do Beauvais? Wypadło pociąg. Najtańsza opcja na powrót a co się później okazało darmowa. Zdecydowaliśmy że przy okazji zwiedzimy Beauvais a jak tam będziemy dodatkowo się coś napijemy. Do dworca głównego dojechaliśmy metrem, oczywiście na gapę i z różnymi przesiadkami i dziwnymi sytuacjami i tak jak przewidywałem bardzo nie na czas. Do pociągu dosłownie biegliśmy od metra. 
          Bardzo zabawnie odbieram sytuacje jak znajomi przechwalają się tym że jechali Pendolino... jechałem tym pociągiem 5 lat temu z Paryża do Beauvais i to całkowicie za darmo, po prostu Francuzi nie mają w zwyczaju sprawdzania biletów. Może im nie przychodzi do głowy że ktoś może jechać bez biletu??   Bilety powinniśmy kupić wcześniej, niestety pech lub szczęście chciało że tak bardzo się śpieszyliśmy że każdy wskoczył do pociągu z nadzieją że bilety kupi u konduktora... którego nie było. 
          Do Beauvais dotarliśmy na wieczór. Miasto jak miasto, nic szczególnego i do tego nie za bardzo różniło się architekturą od niemieckich miasteczek w których czasami bywałem. Zapadał zmrok, robiło się coraz zimniej. Po kilku dniach bez porządnego odpoczynku chcieliśmy tylko odpocząć. Dowiedzieliśmy się że jeździ autobus za 1e z Beauvais na lotnisko tylko dopiero następnego dnia rano. Szybka burza mózgów, gdzie tu można iść spać? Policja!? Tylko gdzie ona jest?? Nie za wiele myśląc Kasia zapytała pierwszego lepszego przechodnia murzyna gdzie tu jest posterunek policji. Pan murzyn zaśmiał się i odprowadził nas prawie pod sam posterunek w międzyczasie podrywając moją przyszłą dziewczynę.