Suszone papryki, gulasz i Tokaj czyli Budapeszt na weekend.

Mając wolny weekend, współlokatora 25 letni samochód i kilka groszy w portfelu zdecydowaliśmy się odwiedzić Węgierskich bratanków. Wraz z Kasią zapakowaliśmy do 25 letniego Peugeota 105  dwójkę znajomych, bety na 3 dni, trochę jedzenia i wyruszyliśmy w drogę. Z Krakowa do Budapesztu jest ok. 400km lecz droga do łatwych i szybkich nie należy. Po przekroczeniu granicy ze Słowacją ma się uczucie że z tego państwa nie wyjedzie się nigdy. Autostrad brak, drogi ciasne lecz z małym natężeniem ruchu, wiele krętych odcinków przez lasy. Jako że nie należymy do osób które tracą czas zdecydowaliśmy się wyruszyć późnym wieczorem co przysporzyło nam dodatkowych przygód właśnie na Słowacji.  Pokonując kolejne kręte odcinki w środku lasu wyskoczył nam przed maskę wielki Łoś. I w tym przypadku mój Anioł Stróż zadziałał i nie doszło do tragedii. Jakimś dziwnym trafem łoś zatrzymał się na prawym pasie ciasnej ulicy a ja hamując dość ostro, z okrzykiem japie...le zatrzymałem się idealne obok wielkiego stworzenia. W samochodzie nastała przerażająca cisza ponieważ  nigdy wcześniej nikt z naszej grupy nie miał do czynienia z takim zwierzęciem szczególnie że stał idealnie  obok nas i też przerażonymi oczami zerkał nam w boczną szybę. Po chwili paraliżu odjechaliśmy w pośpiechu na najbliższy parking, wypaliłem 3 papierowsy pod rząd i ruszyliśmy w dalszą drogę.
Po przekroczeniu granicy Węgierskiej droga na Budapeszt jest ładna i prosta. Z granicy do stolicy jest ok. 100km.

Hostele i inne tego typu miejsca do przenocowania są dość tanie i ogólnie mieszczą się niedaleko centrum. Większość posiada parking oraz są w niedalekiej odległości do metra. Próbowaliśmy znaleźć  hosta z Couchsurfingu lecz niestety się nie udało. Nie wiem czy nie mieliśmy szczęścia do hosta z możliwością przenocowania 4 osób czy po prostu jest tam ciężko o taką osobę. Ceny hosteli są w granicach 10-25zł w zależności od standardu pokoju. My wybraliśmy pokój 4 osobowy (2 piętrowy), koszt 16zł od osoby. Jeśli chodzi o rezerwacje miejsc polecam kilka fajnych i przejrzystych stron z możliwością filtrowania ceny, jakości itp. * booking.com -możliwość rezerwacji bez karty kredytowej *hostelworld.com *hostelbookers.com *hrs.com


Budapeszt jest miastem dość dużym.  By sprawnie zwiedzać miasto musimy korzystać z metra i komunikacji miejskiej. Bilet jednorazowy kosztuje w granicach 300- 350 HUF więc najlepszą opcją jest kupienie biletu cało dniowego, koszt 1600 HUF  lub biletu turystycznego na 3 dni, koszt ok. 4000 HUF. My jako osoby ciągle kombinujące pierwszego dnia kupiliśmy 2 bilety całodzienne na 4 osoby i korzystaliśmy z nich cały wyjazd. W metrze kanary to rzadkość. Bardzo często przed wejściem do metra stoją dwie lub więcej osób. Nie zauważyłem by kontrolowali ludzi, macha się bilecikiem i idzie dalej, na niektórych stacjach prowadzą kontrolę osób wychodzących z metra lecz na to też jest sposób - po prostu trzeba pojechać dalej;). Inaczej sytuacja wygląda w tramwajach i autobusach, tam kontrolę biletową przeprowadzają panowie w mundurach którzy najczęściej wchodzą przednim wejściem.

Miasto przecina rzeka Dunaj która jest naturalną granicą miedzy zachodnią( Buda )  i wschodnią ( Peszt) częścią miasta. Najoptymalniej zacząć od zwiedzania Wzgórza Zamkowego. Polecam dostać się tam kolejką do której wsiada się na placu Clark Ádám tér ( nawet jeśli kolejka będzie duża polecam poczekać bo wejście na do zamku trochę zajmie i bardzo zmęczy ).  Gdy dostaliśmy się na na Wzgórze Zamkowe od razu skierowaliśmy się w stronę zamku gdzie można zrobić naprawdę imponujące zdjęcia. Trzeba zobaczyć  Zach. plac z pomnikiem Csikosa, Fontannę Macieja, Dziedziniec Lwów, Południowe mury obronne zamku, Wschodnie tarasy gdzie zobaczymy najładniejszy widok na panoramę Pesztu.



Dalsza droga kieruje nas w stronę starego miasta gdzie po drodze możemy zobaczyć kościół Macieja oraz baszty rybackie oraz siedzibę prezydenta Węgier. Polecam zatrzymać się na Basztach i wypić piwo oraz rozkoszować się widokami. Dla amatorów fotografii polecam też wybrać się  tam wieczorem chociażby dla samego parlamentu.




Po Wzgórzu Zamkowym zdecydowaliśmy się coś zjeść na mieście by mieć siłę na nocne zwiedzanie imprezowej części miasta. 
Jaka jest węgierska kuchnia?? Ostra! Coś idealnego dla mnie. Jako że jestem osobą która bardzo lubi każdy rodzaj ostrości w daniu zakochałem się w węgierskich potrawach. Do prawie każdej potrawy dodawane są czerwone papryczki chilli które są do kupienia na każdym roku. Taki sznur papryk jest też idealny na prezent, koszt to ok 10zł w zależności od miejsca gdzie je kupimy. 
Będąc w Budapeszcie nie wyobrażalne jest nie spróbowanie ich tradycyjnego gulaszu z kluskami. Godna polecenia jest też zupa gulaszowa oraz faszerowana papryka a wszystko popijane tradycyjnym winem Tokaj lub piwem. 





Drugi dzień zwiedzania zaczęliśmy dość późno ze względu na to że nocne życie porwało nas dość mocno. Po ogarnięciu się co było dość wielkim wyzwaniem wyszliśmy z hostelu kierując się w stronę mostu Małgorzaty. Pierwszym punktem zwiedzania była Wyspa św. Małgorzaty. Miejsce idealne na spacery, w każdych przewodnikach opisywane jako najpiękniejsze w całym Budapeszcie. Drugim punktem na mapie był Plac Bohaterów. Dla Węgrów ten plac ma duże znaczenie ponieważ Pomnik Tysiąclecia został wzniesiony z okazji tysięcznej rocznicy powstania państwa, przy okazji robi wrażenie.  

Za pomnikiem rozciąga się park. Gdy pytaliśmy się przechodniów jak ten park się nazywa odpowiadali że nijak, to zwykły miejski park. Bardzo fajne miejsce, dużo zieleni, ptaki, ławeczki i piwo. Tak właśnie piwo. W większości krajów które odwiedziłem nie ma zakazu spożywania alkoholu w miejscach publicznych, tym bardziej ten zakaz nie obowiązuje na Węgrzech!! Jako że nie chcieliśmy mieć problemów, a pić się chciało, zapytaliśmy przechodzącego policjanta czy można pic. Pan policjant popatrzył na mnie ze wzrokiem mówiącym -Gościu gdzieś ty się uchował!? Odpowiedział czemu niby nie i sobie poszedł. Park bardzo przypadł nam do gusty i to nie ze wzglęgu że można legalnie pić na świeżym powietrzu ale dla tego że był przepiękny. Znajdowało się w nim staromodne wesołe miasteczko, jezioro w którym można popływać łódką a zimną podobno pojeździć na łyżwach. Gdyby tego było mało na terenie parku znajduje się bardzo fajny nie za duży zamek.  Zamek Vajdahunyadvar z 19 wieku jest też bardzo ważnym punktem na mapie dla osób lubiących popstrykać ładne zdjęcia. 

Chcących zobaczyć więcej zdjęć zapraszam do galerii ;)