Varadero - autostop,viazul i najpiękniejsze plaże

       

           Następnym naszym przystankiem po Hawanie było Varadero. Można się tam dostać autobusem Viasul za 25 pesos, albo tłuc się stopem i innego tego typu środkami transportu. My wybraliśmy to drugie TAŃSZE rozwiązanie. Było to nasze pierwsze zetknięcie z łapaniem stopa na Kubie. Pierwsze auto złapały nam nasze właścicielki casy, więc sprawa była dosyć prosta. Nieznany Kubańczyk wiezie nas 20 kilometrów, czeka nas przesiadka. I tu zaczyna się problem. Łapanie stopa na Kubie, przez białego człowieka, NIE mówiącego po hiszpańsku graniczy z cudem (co jak udowodniliśmy jest możliwe). Każda taksówka zatrzymywała sie i próbowała z nas 'zedrzeć' 25 pesos. Nie przeszkadzało kierowcom dogadanie się bez angielskiego. 25 pesos i koniec. Na ulicy wokół nas zaczynało zbierać się więcej osób. Pomyśleliśmy że to dobry znak, bo może będzie jechał jakiś autobus miejski.






Po chwili  podszedł do nas młody Kubańczyk i łamanym angielskim spytał czy to nasza kolejka na transport. Jaki trasnport?? Tu jest jakaś kolejka?! Po chwili rozmowy i gestykulowaniu , zorientowaliśmy się że na stopa każdy ma swoją kolejkę. Widząc że dla nas zatrzymują się wszyscy taksówkarze, wziął nas pod swoją opiekę (za która jak się później okaże zapłaciliśmy), i wsadził nas do nadjeżdżającego kamione. Kamione to taki wielki ciężarowy samochód z naczepą z daszkiem. Kierowca upycha jak najwięcej osób i jedzie do wyznaczonego miejsca. Takim środkiem transportu poruszają się tam miejscowi ponieważ to chyba najtańsza opcja. Na trasie 10 kilometrów zapłaciliśmy 1 pesos za 2 osoby. Fakt, byliśmy jedynymi białymi ludźmi. Dalej przesiadamy się już niestety do autobusu Viasul (po godzinie łapania stopa wszyscy Kubańczycy jadący z nami do niego wsiedli). Za autobus zapłaciliśmy 10 pesos za 2 osoby. Po godzinie spędzonej w klimatyzowanym autobusie wysiadamy. Varadero.







         Varadero to jeden z największych kurortów na całym morzu Karaibskim. Na szczęście udalo nam sie tego NIE zobaczyć. Trzeba jechać na sam koniec cypelka aby zaznać hotelowego raju gdzie kelnerzy zyją tylko z napiwków obcokrajowców (tak wyczytaliśmy w naszym przewodniku). Stwierdzamy że to nie ma sensu bo nie chcemy oglądać MIEJSCA NA KUBIE GDZIE NORMALNI KUBAŃCZYCY MAJA ZAKAZ WSTĘPU. Trafiamy na piękną plażę, spokojną i jak się okazaje jesteśmy jedynymi białymi ludźmi na niej. Ceny casy w tym rejonie to od 20 pesos. 
Tu też zaliczamy nasz pierwszy snorkeling w życiu. I trafiamy tylko na jedną błądzącą rybę. Za to woda jest niesamowita, ciepła i przezroczyście błękitna. 





            Jesli chodzi o ceny to najtaniej nas wychodził rum - 3 Peso za 0,7  ;)  znaleźliśmy nawet piekarnię i coś co przypominało pasztet ale było szynką. Za to za grosze kupowaliśmy ananasy i arbuzy. Kokosy sami znajdywaliśmy na plaży.
           Varadero uchodzi za najbardziej rozrywkowa cześć Kuby. Grzechem było by nie wybrać się na imprezę. My, wystrojeni wieczorem wybraliśmy się na spacer. Impreza była tylko wśród hotelowych gości po przejściu 3 kilometrów plażą. 'nasze varadero ' już dawno spało. Odpoczęliśmy tam przez dwa dni, i też imprezowaliśmy- na swój piękny, kubański sposób. 

         W podróży zawsze chcę znaleźć najpiękniejszą plażę. Wyczytaliśmy, że pięknie jest na cayo coco, cayo guilermo. Stwierdzamy że nie ma sensu widzieć innych Polaków, Niemców i Rusków i zmieniamy nasze plany.







Miłego wieczoru 
Kasia :)